Na forach, portalach społecznościowych i grupach zakupowych wybuchła masowa fala niezadowolenia klientów Polish Food Manufacturing Group S.A. (PFMG), jednego z największych w kraju producentów pierogów i dań mrożonych. Powodem nie jest jednak wzrost cen ani zmiana receptur, lecz decyzja zarządu o rozpoczęciu wdrożenia systemu klasy FP&A, którego pierwszym etapem ma być uporządkowanie procesów planowania popytu.
W innym sektorze byłaby to po prostu informacja o modernizacji zaplecza analitycznego. W sektorze pierogowym – stała się iskrą zapalną. W sieci powstają petycje, memy i zorganizowane protesty konsumentów, którzy obawiają się, że „kończy się era promocji wynikających z naturalnego, pięknego bałaganu”.
Klienci: „Dajcie nam z powrotem promocje, a nie jakieś FP&A”
„Ludzie są wściekli” – mówi pan Mariusz B., administrator grupy Miłośnicy Promocji Na Ruskie. „Przez lata wiedzieliśmy, że co miesiąc trafi się jakaś super okazja. Jak nie minus czterdzieści na ruskie, to wyprzedaż drobiowych, bo data schodziła. To była lokalna ekonomia oparta na przewidywalnym chaosie. A teraz co? Algorytmy? Demand planning?”
Klienci podkreślają, że promocje stały się integralną częścią ich budżetów domowych, a eliminacja chronicznych błędów planistycznych może oznaczać „koniec tanich mrożonek” – zdaniem niektórych wręcz uderzenie w bezpieczeństwo finansowe gospodarstw.
Skąd brały się promocje? Z błędów - i to poważnych
Jak wynika z ustaleń osób zbliżonych do PFMG, źródłem problemu była wieloletnia zależność firmy od arkuszy Excel w procesie planowania popytu. Formuły rozrastały się wraz z firmą, aż do momentu, w którym – jak twierdzi jeden z pracowników – „odwołania między arkuszami miały strukturę bardziej skomplikowaną niż półroczny grafik zmian na produkcji”.
Skutki były wymierne ekonomicznie. Produkcja była niedopasowana do realnych potrzeb rynku. Niektórych asortymentów brakowało miesiącami, inne leżały w magazynach tak długo, że stanowiły poważne obciążenie dla kapitału pracującego. Aby uniknąć strat oraz odpisów na przeterminowane produkty, firma musiała regularnie organizować masowe promocje i wyprzedaże.
Przykład z ostatniego roku stał się już internetową legendą: przez cztery miesiące z rynku zniknęły pierogi ruskie, natomiast pierogi z mięsem osiągnęły „historyczne nadwyżki”. Jeden z klientów opisał to tak:
„Ruskich nie widziałem od stycznia do kwietnia. W maju pojawiły się wszystkie naraz. Pod koniec wakacji kupiłem 12 paczek w promocji 1+3 gratis. Wziąłbym więcej, ale nie zmieściłyby się do zamrażarki.”
Nowy CFO: „To nie są promocje, to są koszty błędów operacyjnych”
Wiosną do firmy dołączył nowy CFO, Witold Sobański, który w pierwszych tygodniach przeprowadził analizę bieżącej sytuacji operacyjno-finansowej. Wyniki jego prac wywołały konsternację w zarządzie. Według ustaleń Sobańskiego poziom zapasów nierotujących odpowiadał wartości niemal trzymiesięcznej produkcji, odpisy aktualizujące zapasy wzrosły rok do roku o ponad jedną czwartą, a w jednym z okresów produkcja jednego asortymentu przekroczyła realny popyt o 40% wskutek „niedbałej korekty formuły w arkuszu”.
„To nie była strategia rabatowa, tylko gaszenie pożarów” – powiedział CFO, podkreślając, że sytuacja wymaga uporządkowania procesów i rezygnacji z oparcia kluczowych decyzji o niekontrolowane arkusze kalkulacyjne. To on zainicjował wdrożenie FP&A, zaczynając od procesów Demand Planning — decyzji, która nieoczekiwanie wywołała publiczną burzę.
Pracownik publikuje post na LinkedInie. Zaczyna się chaos
Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy jeden z pracowników działu finansowego pochwalił się na LinkedInie udziałem w „projekcie ograniczającym nadprodukcję i redukującym konieczność częstych promocji wynikających z błędów planistycznych”. W internecie natychmiast pojawiły się komentarze oskarżające firmę o „zamach na tradycyjne modele zakupu pierogów”.
„Jeśli usuną promocje, to zostaną tylko bogaci” – napisała jedna z użytkowniczek. Inna stwierdziła: „To jest zamach na część społeczeństwa. Zawsze kupowałam sześć paczek, bo były za pół ceny. Teraz co? Normalna cena? Za co?”
Hasztag #PierogowyProtest w ciągu jednej doby zyskał ponad czterdzieści tysięcy wzmianek, a filmiki analizujące „ekonomiczne konsekwencje likwidacji promocji” zaczęły trendować na TikToku.
Handlowcy potwierdzają: „Ta dostępność to był rollercoaster”
Pracownicy sieci handlowych szybko zaczęli dzielić się doświadczeniami. Jedna z pracownic działu mrożonek, przedstawiająca się jako Justyna, przyznała, że półki z pierogami faktycznie wyglądały jak wykres sinusoidy. „Ruskie często znikały w kilka godzin po dostawie. Pierogi z mięsem stały tygodniami. Klienci pytali, kiedy będzie dostawa. A my po prostu nie mieliśmy im co powiedzieć.”
Zarząd w rozterce: utrzymać przewidywalność finansową czy pielęgnować chaos dla dobra konsumentów?
Zarząd PFMG wydał oficjalne oświadczenie, że „firma z uwagą analizuje opinie klientów”, ale jednocześnie przyznaje, że utrzymanie dotychczasowego modelu wiąże się z poważnymi ryzykami operacyjnymi i finansowymi. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że część członków zarządu obawia się kontynuować projekt FP&A w obliczu protestów, bo od lat jedną z wartości firmy było „słuchanie głosu konsumenta”.
Problem polega na tym, że głos konsumenta — przynajmniej w mediach społecznościowych — domaga się dziś zachowania błędów planistycznych jako stałego elementu strategii cenowej.
Jak ujął to jeden z dyrektorów podczas nieformalnej rozmowy:
„Chcemy wprowadzić porządek w planowaniu, ale klienci chcą powrotu bałaganu, który generował okazje cenowe. Z punktu widzenia ekonomii to absurd, ale z punktu widzenia marketingu – problem, którego nie rozwiąże żaden model FP&A.”
Projekt trwa, lecz jego przyszłość – podobnie jak regularność dostaw pierogów ruskich – pozostaje niepewna.
