#HARDLY POSSIBLE

Excel jeszcze daje radę, więc poczekajmy. Anatomia ‘złego momentu’ na FP&A

Badania pokazują, że firmy nie odkładają wdrożeń FP&A z powodu kosztów, ryzyka czy braku potrzeby. Odkładają je, bo… zawsze jest zły moment. Zamknięcie roku, budżet, wakacje, reorganizacja, kolejna zmiana priorytetów. Raport Harrington & Cole Analytics brutalnie porządkuje tę wymówkę i pokazuje, że w kalendarzu controllingu po prostu nie istnieje coś takiego jak „dobry czas na wdrożenie”.

Międzynarodowa firma doradcza Harrington & Cole Analytics opublikowała najnowszy raport dotyczący organizacji, które wciąż korzystają z Excela jako głównego narzędzia do budżetowania, prognozowania i konsolidacji. Wyniki nie pozostawiają złudzeń: 64% przedsiębiorstw przyznaje, że nie rozpoczęły wdrożenia systemów FP&A, ponieważ „nigdy nie ma na to właściwego momentu”.

 

Pozostałe odpowiedzi rozkładały się już dużo skromniej: brak jednoznacznego uzasadnienia biznesowego – 5%, inne priorytety strategiczne – 4%, obawa przed nieudanym wdrożeniem – 3%, „czekamy, aż Excel sam przestanie działać” – 2%, a 1% respondentów wskazało, że „dyrektor finansowy zmienia laptop i decyzja zostanie podjęta po migracji danych osobistych”.

 

Kiedy zacząć wdrożenie? Badanie jakościowe sugeruje: nigdy

Aby zrozumieć, dlaczego „zły moment” jest aż tak dominującą odpowiedzią, Harrington & Cole Analytics przeprowadziło pogłębione wywiady z CFO i zespołami controllingu. W niemal wszystkich rozmowach powtarzał się identyczny schemat: kalendarz roku obrotowego w controllingu po prostu nie przewiduje okresu nadającego się na spokojne przeprowadzenie wdrożenia.


Styczeń i luty zajmuje zamknięcie roku, marzec poświęcony jest na „odzyskiwanie równowagi operacyjnej”, w kwietniu nakłada się Wielkanoc i brak wiary, że projekt zakończy się przed budżetem, maj to sezon majówkowy, czerwiec – Boże Ciało i początek wakacji, lipiec i sierpień – okres urlopowej dezorganizacji, wrzesień–november – budżetowanie, a grudzień tradycyjnie tonie w świąteczno-sprawozdawczym maratonie.

 

Wniosek raportu jest prosty: w naturalnym cyklu pracy controllingu nie istnieje miesiąc, który można uczciwie nazwać „dobrym momentem na wdrożenie FP&A”.

 

Rok fiskalny inny niż kalendarzowy – miało być łatwiej, wyszło jak zwykle

Na potrzeby raportu zbadano również firmy, których rok fiskalny nie pokrywa się z kalendarzowym. Konsultanci sądzili, że takie organizacje łatwiej znajdą neutralne „okno projektowe”, wolne od spiętrzeń operacyjnych. Praktyka szybko zweryfikowała te nadzieje.

 

Firmy zaczynające rok fiskalny w kwietniu twierdziły, że to nie sprzyja projektom. Te, które startują w lipcu, przekonywały, że to miesiąc najgorszy możliwy. Najbardziej kategoryczna była organizacja z rokiem fiskalnym startującym w październiku:

 

„Właściwie to nie wiemy, kiedy zaczyna się dobry moment. Wiemy tylko, kiedy jest zły — zawsze.”

 

Case study 1: wdrożyli system, bo nie zauważyli, że projekt się zaczął

Jedna z firm objętych badaniem, Norvatiso Manufacturing Group, wdrożyła system FP&A, choć – jak twierdzą pracownicy – „praktycznie przez przypadek”.

Jak relacjonuje specjalistka ds. controllingu:

„Projekt nazwano ‘warsztatami usprawniającymi proces planowania’. Myśleliśmy, że to znów jakaś inicjatywa Lean, a dopiero po trzech tygodniach zorientowaliśmy się, że to jednak wdrożenie systemu. W lecie, co gorsza.”

Po roku pracy w nowym narzędziu ta sama osoba przyznaje:

„Gdyby ktoś mi powiedział, że będziemy pracować nad wdrożeniem w lipcu, na pewno bym to zablokowała. Na szczęście nikt nie powiedział. Teraz jestem zachwycona — i nie oddam tego systemu za nic.”

 

Case study 2: globalna korporacja i moment, w którym „nikt nie miał nic do gadania”

Druga historia pochodzi z firmy przejętej przez dużą międzynarodową korporację. Integracja systemów była nieunikniona, ale lokalny dział controllingu próbował – jak sam to określił – „wywalczyć choć dwa tygodnie względnego spokoju”.

Reakcja centrali była krótka i zgodna z globalną praktyką:

„W globalu zawsze jest zły moment. Zaczynamy jutro.”

Po kilku miesiącach system działa, choć — jak podkreśla jeden z kontrolerów — „wdrożenie było jak nagła zmiana czasu — nikt nie wiedział, czy jest wcześniej czy później, ale trzeba było pracować”.

 

Eksperci: wszyscy żałują, że nie istnieje dobry moment — i wszystko wskazuje, że nigdy nie będzie lepiej

Partner zespołu badawczego, Raymond T. Cole, podsumowuje raport w sposób, który — jak twierdzą autorzy — najlepiej oddaje nastroje panujące wśród finansistów:

„Firmy odkładają projekty, bo liczą, że pojawi się jakiś spokojniejszy okres: bez zamknięć, bez budżetu, bez urlopów, bez reorganizacji. Niestety, taki okres nie występuje ani w kalendarzu księgowym, ani w naturze.”

Z raportu wynika, że w zasadzie wszystkie badane organizacje wyrażały szczerą tęsknotę za momentem, który nadawałby się do rozpoczęcia wdrożenia, ale jednocześnie przyznawały, że „w najbliższych latach nic się w tej kwestii nie zmieni”.

 

W podsumowaniu autorzy nie pozostawiają wątpliwości:

„Firmy nie wdrażają systemów FP&A, bo zawsze jest na to zły moment — i wszystko wskazuje, że tak już po prostu pozostanie.”

Teksty publikowane w ramach projektu Hardly Possible mają charakter publicystyczny i satyryczny. Stanowią mocno przerysowaną i celowo „przekrzywioną” kompilację naszych doświadczeń, obserwacji rzeczywistości biznesowej oraz eksperymentów myślowych.

Wszystkie instytucje i postacie zostały przez nas wymyślone. Jeśli w trakcie lektury odnajdziesz znajome sytuacje, organizacje lub role — to czysty przypadek. A może nie.

Brzmi znajomo?

Jeśli chcesz, żeby takie sytuacje nie były codziennością — porozmawiajmy.

Mariusz Sumiński

Mariusz Sumiński

Dyrektor Zarządzający, Ekspert Systemów EPM